<?xml version="1.0"?>
<rss version="2.0">
   <channel>
      <title>dżuma by </title>
      <link>https://padlet.com/julia75/nwhhg7rghojwk5u9</link>
      <description></description>
      <language>en-us</language>
      <pubDate>2024-10-21 19:25:44 UTC</pubDate>
      <lastBuildDate>2025-10-23 08:20:11 UTC</lastBuildDate>
      <webMaster>hello@padlet.com</webMaster>
      <image>
         <url>https://padlet.net/icons/png/1f4d4.png</url>
      </image>
      <item>
         <title></title>
         <author>julia75</author>
         <link>https://padlet.com/julia75/nwhhg7rghojwk5u9/wish/3180111416</link>
         <description><![CDATA[]]></description>
         <enclosure url="https://toposy.gwo.pl/#/gra-d6b60446-edb0-11e8-9b14-89c8eb94d3be" />
         <pubDate>2024-10-21 19:31:29 UTC</pubDate>
         <guid>https://padlet.com/julia75/nwhhg7rghojwk5u9/wish/3180111416</guid>
      </item>
      <item>
         <title>TARROU</title>
         <author>julia75</author>
         <link>https://padlet.com/julia75/nwhhg7rghojwk5u9/wish/3180112956</link>
         <description><![CDATA[<p>Żeby uprościć sprawę, powiedzmy, że cierpiałem na dżumę długo przedtem, zanim poznałem to miasto i tę epidemię. Dość powiedzieć, że jestem jak wszyscy. Ale są ludzie, którzy tego nie wiedzą albo czują się dobrze w tej sytuacji, i ludzie, którzy wiedzą i nie chcą jej. Ja nie chciałem nigdy.</p><p>Kiedy byłem młody, żyłem przekonany o własnej niewinności, to znaczy nie miałem żadnych przekonań. […]</p><p>Mój ojciec był zastępcą prokuratora generalnego, co jest pozycją. Nic jednak tego nie zdradzało, z natury był bowiem poczciwy. […] Ojciec zajmował się mną, kochał i sądzę nawet, że usiłował mnie rozumieć. […] Krótko mówiąc, nie był zbyt oryginalny i dziś, kiedy nie żyje, zdaję sobie sprawę, że jeśli nie żył jak święty, nie był przecież złym człowiekiem. Trzymał się środka, ot i wszystko. […]</p><p>Ale ponoszą mnie wspomnienia i obawiam się, że zbyt wielkie znaczenie przydaję temu zacnemu człowiekowi. Żeby z tym skończyć dodam, że nie miał bezpośredniego wpływu na moją decyzję. Co najwyżej dostarczył mi okazji. Kiedy miałem bowiem siedemnaście lat, ojciec zaproponował mi, żebym poszedł go posłuchać. Chodziło o ważną sprawę w sądzie przysięgłych i myślał na pewno, że ukaże się w najlepszym świetle. […] Zgodziłem się, ponieważ sprawiało to przyjemność memu ojcu, a także dlatego, że byłem ciekaw zobaczyć go i usłyszeć w innej roli niż ta, którą grał wśród nas. Nie myślałem o niczym więcej. To, co działo się w sądzie, wydawało mi się zawsze tak samo naturalne i nieuniknione jak defilada na 14 lipca czy rozdanie nagród. Miałem o tym wyobrażenie bardzo abstrakcyjne, które nie robiło mi żadnej różnicy.</p><p>Mimo to z owego dnia pozostał mi tylko jeden obraz – winowajcy. Myślę, że był winien rzeczywiście, mniejsza czego. […] Wyglądał jak sowa spłoszona zbyt żywym światłem. Węzeł jego krawata nie przylegał dokładnie do kołnierzyka. Ogryzał sobie paznokcie u jednej ręki, u prawej… Krótko mówiąc, nie muszę podkreślać; zrozumiał pan, że był to żywy człowiek.</p><p>Ale ja zdałem sobie z tego sprawę nagle, dotychczas bowiem patrzyłem na niego używając wygodnej szufladki „Oskarżony”. […] Nie słyszałem niemal nic, czułem, że chcą zabić tego żywego człowieka, i jakiś straszny instynkt, jak fala, niósł mnie ku niemu z rodzajem upartego zaślepienia. Ocknąłem się naprawdę dopiero wtedy, gdy mój ojciec rozpoczął mowę oskarżycielską. […] I zrozumiałem, że w imieniu społeczeństwa żąda śmierci tego człowieka, żąda nawet, żeby ścięto mu głowę. […] Ja zaś śledziłem potem sprawę aż do jej zakończenia i czułem się z tym nieszczęsnym związany mocniej i bardziej blisko nie kiedykolwiek z moim ojcem. Ojciec natomiast, zgodnie ze zwyczajem, musiał być obecny przy tym, co uprzejmie nazywa się ostatnimi chwilami i co należy nazwać najnikczemniejszym z morderstw. […]</p><p>Nazajutrz, kiedy wrócił, mnie już nie było. […]</p><p>Mając osiemnaście lat, poznałem biedę, wyrósłszy w dobrobycie. Żeby zarobić na życie, nauczyłem się tysiąca zawodów. Nie najgorzej mi się powiodło. Ale interesowały mnie wyroki śmierci. […] Toteż zajmowałem się polityką, jak to się powiada. Nie chciałem być zadżumionym, tylko tyle. Sądziłem, że społeczeństwo, w którym żyję, opiera się na karze śmierci i że walcząc przeciw niemu, zwalczam morderstwo.</p><p>Albert Camus, <em>Dżuma. Upadek</em>, tłum. Joanna Guze, Warszawa 1987, s. 160–163.</p>]]></description>
         <enclosure url="" />
         <pubDate>2024-10-21 19:32:39 UTC</pubDate>
         <guid>https://padlet.com/julia75/nwhhg7rghojwk5u9/wish/3180112956</guid>
      </item>
      <item>
         <title>Tarrou   Wiem na pewno […], że każdy nosi w sobie dżumę, nikt bowiem, nie, nikt na świecie nie jest od niej wolny. </title>
         <author>julia75</author>
         <link>https://padlet.com/julia75/nwhhg7rghojwk5u9/wish/3180114355</link>
         <description><![CDATA[<p><br></p><p><br></p><p>Sądziłem, że społeczeństwo, w którym żyję, opiera się na karze śmierci, i że walcząc przeciw niemu, zwalczam morderstwo. Wierzyłem w to, inni mi mówili to samo i w końcu było to w znacznej mierze prawdą. Złączyłem się więc z innymi, których kochałem i których nie przestałem kochać. Byłem z nimi długo i nie ma w Europie kraju, w którego walkach nie uczestniczyłem. Mniejsza o to.</p><p>Wiedziałem oczywiście, że my także skazujemy w pewnych okolicznościach. Ale mówiono mi, że trzeba tych kilka trupów, aby powstał świat, gdzie nie zabija się nikogo. Było to w pewien sposób prawdziwe, a zresztą, może nie porafię uznawać prawd tego rodzaju. Ale […] mogło to trwać aż do dnia, kiedy zobaczyłem egzekucję (było to na Węgrzech) i ten sam zawrót głowy, którego doznało dziecko, zaćmił wzrok dorosłego mężczyzny.</p><p>Czy nie widział pan nigdy, jak rozstrzeliwują człowieka? […] Czy wie pan, że pluton egzekucyjny staje w odległości półtora metra od skazańca? […] Czy wie pan, że z tak małej odległości rozstrzeliwujący koncentrują ogień na okolicy serca i wielkimi nabojami robią dziurę, w którą można by włożyć pięść? Nie, pan tego nie wie, ponieważ są to szczegóły, o których się nie mówi. Sen ludzi to rzecz bardziej święta niż życie dla zadżumionych. Nie należy mącić snu zacnym ludziom. […]</p><p>Zrozumiałem wówczas, że przynajmniej ja nie przestałem być zadżumionym przez te wszystkie długie lata, choć wierzyłem z całej duszy, że walczę właśnie z dżumą. Dowiedziałem się, że pośrednio kładłem swój podpis pod śmiercią tysięcy ludzi, że nawet tę śmierć powodowałem, uważając za słuszne czyny i zasady, które ją nieuchronnie sprowadzały. […] Kiedy mówiłem o swoich skrupułach, odpowiadali mi, że należy zastanowić się nad tym, co wchodzi w grę, i często przytaczali ważkie racje, bym mógł strawić to, czego nie mogłem przełknąć. Odpowiadałem jednak, że wielcy zadżumieni, ci co wkładają czerwone togi, mają w tych razach równie doskonałe racje i jeśli zgodzę się na siłę wyższą i konieczności, na jakie powoływali się mali zadżumieni, nie będę mógł odrzucić racji wielkich. […] Ale mówiłem sobie wtedy, że jeśli ustąpię jeden raz, nie ma powodu, żeby się potem zatrzymać. Zdaje się, że historia przyznała mi słuszność, dziś należy ona do tych, którzy zabijają najwięcej. Wszystkich ogarnął szał mordowania i nie mogą postępować inaczej. […]</p><p>I powiadałem sobie, że na razie, przynajmniej jeśli idzie o mnie, nie zgodzę się nigdy ani na jedną rację, ani na jedną, słyszy pan, usprawiedliwiającą tę ohydną rzeźnię. […]</p><p>Odtąd nie zmieniłem się. Od dawna już czuję wstyd, śmiertelny wstyd, że i ja z kolei, choć z daleka, choć działając w dobrej woli, byłem mordercą. […] Tak, nadal czuję wstyd, wiem już, że wszyscy żyjemy w dżumie, i straciłem spokój. Szukam go dziś jeszcze, usiłując zrozumieć wszystkich i nie być śmiertelnym wrogiem nikogo. Pewne jest jedynie, że należy zrobić wszystko, żeby nie być zadżumionym, i to tylko może nam dać nadzieję spokoju lub, w braku spokoju, nadzieję dobrej śmierci. To tylko może ulżyć ludziom i jeśli ich nie uratuje, to przynajmniej przyniesie im mniej zła, a nawet niekiedy trochę dobra. Dlatego postanowiłem odrzucić wszystko, co z bliska czy z daleka, dla dobrych czy złych powodów, powoduje śmierć lub usprawiedliwia zabójstwo. […]</p><p>Wiem na pewno […], że każdy nosi w sobie dżumę, nikt bowiem, nie, nikt na świecie nie jest od niej wolny. I trzeba czuwać nad sobą nieustannie, żeby w chwili roztargnienia nie tchnąć dżumy w twarz drugiego człowieka i żeby go nie zakazić. Mikrob jest czymś naturalnym. Reszta, zdrowie, nieskazitelność, czystość […] to skutek woli, i to woli, która nie powinna nigdy ustawać. Uczciwy człowiek, który nie zaraża niemal nikogo, to człowiek możliwie najmniej roztargniony. […]</p><p>Odtąd wiem, że nic nie jestem wart dla tego świata i że począwszy od chwili, kiedy nie zgodziłem się zabijać, skazałem się na ostateczne wygnanie. To inni stworzą historię. […] Ale teraz zgadzam się być tym, kim jestem, nauczyłem się skromności. Powiadam tylko, że są na tej ziemi zarazy i ofiary i że trzeba, o ile to możliwe, nie zgodzić się na udział w zarazie. […] Usiłuję być niewinnym mordercą. […]</p><p>Dlatego postanowiłem stawać po stronie ofiar w każdej okazji, by umniejszyć spustoszenia. Pośród ofiar mogę przynajmniej szukać drogi do trzeciej kategorii, to znaczy do spokoju. […]</p><p>Krótko mówiąc […] chciałbym wiedzieć, jak stać się świętym; tylko to mnie interesuje. […] Znam dziś tylko jedno konkretne zagadnienie: czy można być świętym bez Boga.</p><p>Albert Camus, <em>Dżuma. Upadek</em>, tłum. Joanna Guze, Warszawa 1987, s. 163–167.</p>]]></description>
         <enclosure url="" />
         <pubDate>2024-10-21 19:33:45 UTC</pubDate>
         <guid>https://padlet.com/julia75/nwhhg7rghojwk5u9/wish/3180114355</guid>
      </item>
      <item>
         <title></title>
         <author>julia75</author>
         <link>https://padlet.com/julia75/nwhhg7rghojwk5u9/wish/3180118524</link>
         <description><![CDATA[<p>Rieux powiedział [Rambertowi], że […] zanim przystąpi do tematu, chciałby wiedzieć, czy dziennikarz może napisać całą prawdę […], napisać wszystko, bez żadnych ograniczeń.</p><p>– Tylko takie wypowiedzi uznaję. […]</p><p>Rieux odparł […], że jest to język człowieka zmęczonego światem, który czuje jednak sympatię do bliźnich i ze swojej strony jest zdecydowany nie przystać na niesprawiedliwość i ustępstwa. (s. 13)</p><p><br></p><p>Najważniejsze to dobrze wykonywać swój zawód. (s. 31)</p><p><br></p><p>Dziennikarz miał rację, śpiesząc niecierpliwie ku szczęściu. Ale czy miał rację, kiedy go oskarżał? „Pan żyje w abstrakcji”. Czy naprawdę abstrakcją były te dni spędzone w szpitalu, gdzie dżuma czyniła straszliwe spustoszenia, dochodząc przeciętnie do pięciuset ofiar w tygodniu! Tak, w nieszczęściu jest cząstka abstrakcji i irrealności. Ale kiedy abstrakcja zaczyna nas zabijać, trzeba się zająć abstrakcją. I Rieux wiedział jedynie, że nie było to najłatwiejsze. Nie było łatwe na przykład kierować tym szpitalem pomocniczym […], który mu powierzono. (s. 61)</p><p><br></p><p>Rieux zrozumiał, że nie musi dłużej bronić się przed litością. Człowiek męczy się litością, kiedy litość jest bezużyteczna. I w uczuciu serca zamykającego się powoli doktor odnajdywał jedyną ulgę tych druzgocących dni. […] Aby walczyć z abstrakcją, trzeba trochę być do niej podobnym. [Rieux] wiedział również, że abstrakcja bywa silniejsza od szczęścia i że trzeba wówczas, i tylko wówczas, z nią się liczyć. (s. 62–63)</p><p><br></p><p>To, co odnosi się do wszelkiego zła na tym świecie, odnosi się również do dżumy. Pozwala urosnąć niektórym. Kiedy się jednak widzi biedę i cierpienie, jakie przynosi, trzeba być szaleńcem, ślepcem lub łajdakiem, żeby się na nią zgodzić. (s. 84)</p><p><br></p><p>– A więc – powiedział Tarrou. – Dlaczego okazuje pan tyle poświęcenia, jeśli nie wierzy pan w Boga?</p><p>[…] doktor odparł, że dał już odpowiedź, że gdyby wierzył we wszechmogącego Boga, przestałby leczyć ludzi, zostawiając Bogu tę troskę. […] Rieux myśli, że tu przynajmniej jest na drodze do prawdy, skoro walczy przeciw światu takiemu, jaki jest.</p><p>– Ach – powiedział Tarrou – więc jest pan lekarzem dla idei?</p><p>– Mniej więcej – odparł doktor […]. – Kiedy wybrałem ten zawód, był to wybór w pewien sposób abstrakcyjny; bo chciałem być lekarzem, bo jest to zawód jak każdy inny […]. A potem zobaczyłem, jak się umiera. […] I zrozumiałem wtedy, że nie będę mógł się do tego przyzwyczaić. Byłem wówczas młody i zdawało mi się, że moja niechęć godzi w porządek świata. Potem stałem się bardziej skromny. Po prostu nie jestem wciąż przyzwyczajony do widoku śmierci. […] skoro jednak śmierć ustanawia porządek świata, może lepiej jest dla Boga, że nie wierzy się w niego i walczy ze wszystkich sił ze śmiercią, nie wznosząc oczu ku temu niebu, gdzie on milczy. […]</p><p>– Wyobrażam sobie teraz, czym ta dżuma jest dla pana.</p><p>– Tak – powiedział Rieux. – Niekończącą się klęską. (s. 85–86)</p><p>Chodzi o uczciwość. Ta myśl może się wydać śmieszna, ale jedyny sposób walki z dżumą to uczciwość. (s. 108–109)</p><p><br></p><p>Nic w świecie nie jest warte, żeby człowiek odwrócił się od tego, [kogo] kocha. A jednak ja także się odwracam, sam nie wiedząc, dlaczego. (s. 138)</p><p><br></p><p>Nigdy nie będę kochał tego świata, gdzie dzieci są torturowane. (s. 143)</p><p><br></p><p>Nienawidzę śmierci i zła, ksiądz wie o tym dobrze. I czy ksiądz tego chce, czy nie, jesteśmy razem, żeby je znosić i żeby z nimi walczyć. (s. 144)</p><p><br></p><p>[…] czuję się bardziej solidarny ze zwyciężonymi niż ze świętymi. Sądzę, nie mam upodobania do bohaterstwa i świętości. Obchodzi mnie tylko, żeby być człowiekiem. (s. 167)</p><p><br></p><p>Rieux wiedział, co myślał w tej chwili płacząc stary człowiek, i doktor myślał tak samo jak on, że świat bez miłości jest martwym światem i że zawsze przychodzi godzina, kiedy zmęczony więzieniami, pracą i odwagą błaga o twarz jakiejś istoty i o serce olśnione czułością. (s. 171)</p><p><br></p><p>Doktor nie wiedział, czy Tarrou odnalazł wreszcie spokój, ale w tej chwili wiedział przynajmniej, że odtąd dla niego samego nie ma spokoju, podobnie jak nie ma zawieszenia broni dla matki odciętej od syna czy dla człowieka, który pochował przyjaciela. […] Wygrał tylko tyle, że poznał dżumę i pamiętał o niej, że poznał przyjaźń i pamiętał o niej, że poznał czułość i pewnego dnia będzie mógł sobie o niej przypomnieć. Wszystko, co człowiek może wygrać w grze dżumy i życia, to wiedza i pamięć.&nbsp;[…] Ale jeśli to jest wygranie partii, jak musi być trudno żyć tylko tym, co się wie i pamięta, i bez nadzieI. […] Ciepło życia i wizerunek śmierci, oto wiedza. (s. 188–189)</p><p><br></p><p>Rieux postanowił napisać opowiadanie, […] żeby nie należeć do tych, co milczą, żeby świadczyć na korzyść zadżumionych, żeby zostawić przynajmniej wspomnienie niesprawiedliwości i gwałtu, jakich doznali, i powiedzieć po prostu to, czego można się nauczyć, gdy trwa zaraza: że w ludziach więcej rzeczy zasługuje na podziw niż na pogardę.</p><p>Wiedział jednak, że ta kronika nie może być kroniką ostatecznego zwycięstwa. Może być tylko świadectwem tego, co należało wypełnić i co niewątpliwie powinni wypełniać nadal, wbrew terrorowi i jego niestrudzonej broni, mimo rozdarcia osobistego, wszyscy ludzie, którzy nie mogąc być świętymi i nie chcąc zgodzić się na zarazy, starają się jednak być lekarzami. (s. 199)</p><p><br></p><p>&nbsp;Źródło cytatów: Albert Camus, <em>Dżuma. Upadek</em>, tłum. Joanna Guze, Warszawa 1987, strony podano w nawiasach</p><p>materiały gwo</p>]]></description>
         <enclosure url="" />
         <pubDate>2024-10-21 19:37:15 UTC</pubDate>
         <guid>https://padlet.com/julia75/nwhhg7rghojwk5u9/wish/3180118524</guid>
      </item>
      <item>
         <title>zadanie dla grupy Rieux</title>
         <author>julia75</author>
         <link>https://padlet.com/julia75/nwhhg7rghojwk5u9/wish/3180120583</link>
         <description><![CDATA[<p>1. Przedstaw doktora Rieux - gdzie się urodził, w jakiej rodzinie? Dlaczego wybrał zawód lekarza?</p><p>2. Na podstawie załączonych fragmentów opisz, co myśli bohater o świcie, ludziach, naszej egzystencji? Opisz sposób patrzenia na świat Bernarda Rieux. Jaki jest jego stosunek do Boga?</p><p>3. Napisz, w jaki sposób bohater zmaga się z dżumą?</p><p>4. Przedstaw opinię lekarza na temat możliwości cąłkowitego zwalczenia dżumy.</p><p>5.&nbsp;Z którym mitologicznym bohaterem zestawiłbyś/zestawiłabyś doktora Rieux i dlaczego?</p>]]></description>
         <enclosure url="" />
         <pubDate>2024-10-21 19:38:59 UTC</pubDate>
         <guid>https://padlet.com/julia75/nwhhg7rghojwk5u9/wish/3180120583</guid>
      </item>
      <item>
         <title>zadania dla grupy Tarrou</title>
         <author>julia75</author>
         <link>https://padlet.com/julia75/nwhhg7rghojwk5u9/wish/3180122972</link>
         <description><![CDATA[<p>1. Wskaż przełomowy moment w życiu Tarrou.</p><p>2. Dlaczego Tarrou porzucił swój dom rodzinny?</p><p>3. Jak Tarrou walczy z dżumą?</p><p>4. Co to znaczy być zadżumionym według Tarrou?</p><p>5. Jaką postawę wobec życia i drugiego człowieka przyjął Tarrou?</p>]]></description>
         <enclosure url="" />
         <pubDate>2024-10-21 19:40:50 UTC</pubDate>
         <guid>https://padlet.com/julia75/nwhhg7rghojwk5u9/wish/3180122972</guid>
      </item>
      <item>
         <title></title>
         <author>julia75</author>
         <link>https://padlet.com/julia75/nwhhg7rghojwk5u9/wish/3180126832</link>
         <description><![CDATA[<ol><li><p>Dlaczego według ojca Paneloux dżuma pojawiła się w Oranie?</p></li><li><p>Jaką postawę wobec dżumy powinni przyjąć mieszkańcy miasta?</p></li><li><p>Wyjaśnij sens pierwszego kazania ojca Paneloux.</p></li><li><p>Które wydarzenie wpłynęło ma poglądy księdza? Dlaczego nastąpiła zmiana?</p></li><li><p>Określ sens drugiego kazania ojca Paneloux.</p></li><li><p>Na podstawie obu kazań określ, za pomocą jakich zabiegów językowych ojciec Paneloux trafia do swoich słuchaczy. Jak buduje swoją wypowiedź? Do jakich przykładów z Biblii,literatury odwołuje się jezuita?</p></li></ol><p>Ojciec Paneloux</p><p><br></p>]]></description>
         <enclosure url="" />
         <pubDate>2024-10-21 19:44:05 UTC</pubDate>
         <guid>https://padlet.com/julia75/nwhhg7rghojwk5u9/wish/3180126832</guid>
      </item>
      <item>
         <title>kazanie 1 </title>
         <author>julia75</author>
         <link>https://padlet.com/julia75/nwhhg7rghojwk5u9/wish/3180127228</link>
         <description><![CDATA[<p>Bracia moi, doścignęło was nieszczęście, bracia moi, zasłużyliście na nie. […]</p><p>Po raz pierwszy ta plaga zjawiła się w historii, żeby porazić nieprzyjaciół Boga. Faraon sprzeciwił się odwiecznym zamiarom i dżuma zmusiła go, by padł na kolana. Od początku historii plaga boska rzuca do stóp Boga pysznych i ślepych. Rozważcie to i padnijcie na kolana. […]</p><p>Jeśli dziś dotknęła was dżuma, to znaczy, że chwila zastanowienia nadeszła. Sprawiedliwi mogą żyć bez obawy, ale słusznie drżą źli. W ogromnej stodole świata nieubłagany bicz wybije zboże ludzkie, aż słoma zostanie oddzielona od ziarna. Będzie więcej słomy jak ziarna, więcej powołanych niż wybranych i tego nieszczęścia nie chciał Bóg. Zbyt długo ten świat paktował ze złem, zbyt długo liczył na miłosierdzie boskie. Wystarczyła skrucha i wszystko było dozwolone. A do skruchy każdy czuł się mocny. Dozna jej w odpowiedniej chwili. A zatem najłatwiej było popuszczać sobie cugli, miłosierdzie boskie uczyni resztę. Tak! To nie mogło trwać. Bóg, który tak długo pochylał nad ludźmi tego miasta twarz pełną litości, zmęczony czekaniem, zawiedziony w swej wiekuistej nadziei, odwrócił oczy. Pozbawieni światła bożego, na długo znaleźliśmy się w ciemnościach dżumy! […]</p><p>Czytamy w <em>Złotej legendzie</em>, że w czasach króla Humberta Italię spustoszyła dżuma tak gwałtowna, że zaledwie wystarczało żywych, by grzebać umarłych, a dżuma ta srożyła się przede wszystkim w Rzymie i Pawii. I oczom ludzkim ukazał się dobry anioł, który dawał rozkazy złemu aniołowi niosącemu oszczep myśliwski i kazał uderzać mu w domy; a ile razy uderzał w dom, tylu martwych go opuszczało. […]</p><p>Bracia moi […] – te same śmiertelne łowy odbywają się dziś na naszych ulicach. Spójrzcie na tego anioła dżumy, pięknego jak Lucyfer i olśniewającego jak samo zło; wznosi się nad waszymi dachami, w prawej ręce, na wysokości głowy, trzyma czerwony oszczep, lewą wskazuje na jeden z waszych domów. Może w tej chwili jego palec wyciąga się ku waszym drzwiom, oszczep podzwania o drzewo; jeszcze chwila, a dżuma wejdzie do was, zasiądzie w waszym pokoju i będzie czekać na wasz powrót. Jest tam, cierpliwa i czujna, niewzruszona jak porządek świata. Żadna potęga ziemska, i wiedzcie o tym, nawet próżna wiedza ludzka nie może sprawić, byście się wymknęli tej ręce, którą ku wam wyciąga. Bici krwawym biczem na klepisku cierpienia, zostaniecie odrzuceni wraz ze słomą. […]</p><p>Tak, nadeszła chwila zastanowienia. Sądziliście, że wystarczy wam odwiedzać Boga w niedzielę, abyście byli panami waszych dni. Myśleliście, że kilka razy klęknąwszy, zapłacicie mu dość za waszą zbrodniczą beztroskę. […]</p><p><br></p>]]></description>
         <enclosure url="" />
         <pubDate>2024-10-21 19:44:29 UTC</pubDate>
         <guid>https://padlet.com/julia75/nwhhg7rghojwk5u9/wish/3180127228</guid>
      </item>
      <item>
         <title>kazanie 2</title>
         <author>julia75</author>
         <link>https://padlet.com/julia75/nwhhg7rghojwk5u9/wish/3180129624</link>
         <description><![CDATA[<p>Najokrutniejsza próba wciąż jest jeszcze dobrodziejstwem dla chrześcijanina. […]</p><p>Ksiądz powiedział mniej więcej tyle, że nie należy sobie wyjaśniać sobie zjawiska dżumy, ale nauczyć się tego, czego można się nauczyć. […] Zainteresowanie doktora wzrosło, kiedy Paneloux powiedział z mocą, że są rzeczy, które można wyjaśnić w stosunku do Boga, i inne, których wyjaśnić nie można. […] I doprawdy, nie ma na ziemi nic ważniejszego od cierpienia dziecka, lęku, jakie to cierpienie przynosi, i racji, jakie trzeba dlań znaleźć. […]</p><p>Tak więc jesteśmy pod murami dżumy i w ich śmiertelnym cieniu musimy odnaleźć dla siebie dobrodziejstwo. [Ojcu Paneloux] wygodnie byłoby powiedzieć, że rozkosze czekające dziecko mogą wynagrodzić jego cierpienia, ale doprawdy nic o tym nie wie. Któż mógłby bowiem twierdzić, że wieczna radość może wynagrodzić chwilę ludzkiego cierpienia? Na pewno nie byłby to chrześcijanin, którego Pan zaznał cierpień na ciele i duszy. Nie, ojciec Paneloux pozostanie u stóp muru, wierny tej męce, której symbolem jest krzyż, twarzą twarz z cierpieniem dziecka. I powie bez lęku tym, którzy go dziś słuchają: „Bracia moi, chwila nadeszła. Trzeba we wszystko uwierzyć albo wszystkiemu zaprzeczyć. A któż spośród was ośmieliłby się wszystkiemu zaprzeczyć?” […]</p><p>Bóg udziela dziś łaski istotom przez siebie stworzonym, zsyłając im nieszczęście, jakiego trzeba, by mogły udźwignąć największą cnotę: Wszystko lub Nic. […]</p><p>Cierpienie dziecka jest na pewno upokarzające dla umysłu i serca. Ale tego właśnie trzeba zaznać. Dlatego […] trzeba chcieć cierpienia, ponieważ Bóg go chce. Tylko w ten sposób chrześcijanin nie oszczędzi sobie niczego i mając wszystkie wyjścia zamknięte dojdzie do samego sedna wyboru. […] chrześcijanin potrafi oddać się woli bożej, nawet niepojętej. […] Cierpienie dzieci jest naszym gorzkim chlebem, ale bez tego chleba dusza zginęłaby od głodu duchowego. […]</p><p>Trzeba tylko iść naprzód w ciemnościach, trochę na oślep, i próbować czynić dobrze. Jeśli zaś idzie o resztę, trwać i zdać się na Boga, nawet wówczas, gdy jest to śmierć dzieci, i nie szukać pomocy dla siebie. […]</p><p>Trzeba przyjąć zgorszenie, ponieważ musimy wybrać – nienawidzić Boga czy go kochać. A któż odważyłby się wybrać nienawiść do Boga? Bracia moi […] – miłość do Boga jest trudną miłością. Zakłada całkowite wyrzeczenie samego siebie i pogardę dla własnej osoby. Ale tylko ta miłość może zmazać cierpienie i śmierć dzieci, tylko ona czyni ich śmierć konieczną, nie można jej bowiem rozumieć, można jej tylko<em>&nbsp;</em>chcieć.<em>&nbsp;</em></p><p>Albert Camus, <em>Dżuma. Upadek</em>, tłum. Joanna Guze, Warszawa 1987, s. 146–150</p>]]></description>
         <enclosure url="" />
         <pubDate>2024-10-21 19:46:18 UTC</pubDate>
         <guid>https://padlet.com/julia75/nwhhg7rghojwk5u9/wish/3180129624</guid>
      </item>
   </channel>
</rss>
