<?xml version="1.0"?>
<rss version="2.0">
   <channel>
      <title>Akcje dywersyjne - zadania by </title>
      <link>https://padlet.com/idachoj/gdv723xb4uhexb0y</link>
      <description>klasa 8b</description>
      <language>en-us</language>
      <pubDate>2022-02-14 16:46:08 UTC</pubDate>
      <lastBuildDate>2026-03-17 01:42:47 UTC</lastBuildDate>
      <webMaster>hello@padlet.com</webMaster>
      <image>
         <url></url>
      </image>
      <item>
         <title>Przed Tobą cztery zadania dotyczące akcji dywersyjnych, o których rozmawialiśmy na lekcji. Czytaj uważnie fragmenty                     &quot; Kamieni na szaniec&quot; i wykonuj po kolei zadania. Z każdego z nich musisz zanotować cyfrę. Kiedy skończysz, wstaw ją w zakładkę ZADANIE na czacie klasowym. </title>
         <author>idachoj</author>
         <link>https://padlet.com/idachoj/gdv723xb4uhexb0y/wish/2046709430</link>
         <description><![CDATA[]]></description>
         <enclosure url="" />
         <pubDate>2022-02-14 16:53:27 UTC</pubDate>
         <guid>https://padlet.com/idachoj/gdv723xb4uhexb0y/wish/2046709430</guid>
      </item>
      <item>
         <title>Tekst do zdania 1. </title>
         <author>idachoj</author>
         <link>https://padlet.com/idachoj/gdv723xb4uhexb0y/wish/2046713922</link>
         <description><![CDATA[<div>Kraśnik<br>Gdy dowiedzieli się, że pierwsza akcja wyznaczona została na sylwestrową noc 1942/1943 roku, oczy zapłonęły im z uniesienia.&nbsp;<br>Ale gdy w chwilę potem usłyszeli, że z ich paczki weźmie udział tylko pięciu ludzi, rozczarowanie było tak wielkie, iż nie mogli go pohamować. Wśród szczęśliwych wybrańców znaleźli się Zośka i Rudy. Alek tym razem pozostał „na lodzie”. Ci - przyśpiewując wesoło maszerowali do domu, tamten - wlókł się skwaszony i osowiały. Mieszkanie Rudego zamieniło się w laboratorium, w którym przez kilka dni przygotowywano sylwestrową robotę. Ile pomysłowości trzeba było użyć, by nie wzbudzić zaniepokojenia rodziców i nie zdradzić się z tym, co się dzieje w pokoju młodego człowieka. A działy się tam rzeczy, które by przerażeniem przejęły, serce każdego mieszkańca kamienicy, gdyby wiedział. Pod okiem instruktora przygotowywano miny do wysadzania torów kolejowych, sporządzano zapalniki elektryczne i czyniono szereg innych<br>przygotowań, o których nie ma potrzeby rozwodzić się na tych kartkach.&nbsp;<br><br>W pewnej popołudniowej godzinie pod jednym z sąsiednich domów stanęło niczym nie wyróżniające się auto. Do auta Zośka i jego towarzysze znieśli kilka paczek. W parę minut później pędzili już ulicami miasta w kierunku Pragi, a potem jedną z szos na wschód. Zima tego roku była łagodna. W zatłoczonej budzie auta było ciepło i wesoło. Wszyscy śmiali się i dowcipkowali.<br>Czuli się świetnie. Zajechali na miejsce, w okolicę Kraśnika, grubo przed północą. Rozpoznanie przeprowadzone zawczasu stwierdziło, że najodpowiedniejszym miejscem na<br>wywołanie katastrofy jest wielki łuk zakrętu toru, przebiegający lasem. Właściwa dla roboty pora wypadała na godzinę między północą a trzecią rano. Auto wjechało w bezdroże leśne i tam stanęło. W odpowiednich miejscach wystawiono ubezpieczenie. Wszyscy inni zabrali się<br>do zakładania kilku min w pewnych od siebie odstępach. I dopiero teraz stwierdzono popełnienie niedorzecznego przeoczenia. Ziemia była zamarznięta, a nie wzięto ze sobą<br>kilofów. Nie było jednak czasu do długich namysłów. Zabrano się więc raźnie do podkopywania torów za pomocą... pilników, noży kieszonkowych, nawet korby samochodowej. Mróz wzrastał, kopano więc energicznie. Rudy ubezpieczał robotę. Stał samotnie nad torem, wysunięty o sto metrów od kolegów. Dłużył mu się czas, marzł. Naraz wydało mu się, że słyszy jakieś kroki. Wstrzymał oddech.<br>Niewątpliwie ktoś idzie. Miga zresztą światło kieszonkowej latarki.&nbsp;<br>- Ładny początek - myśli Rudy i zdenerwowanie wzmaga w nim niepokój. Co robić? Ostrzec kolegów, czy działać samemu? O, gdy się jest pierwszy raz na takiej robocie, lepiej nie odgrywać bohaterskiej roli! Więc tak cicho, jak tylko może, posuwa się Rudy w kierunku pracujących.<br>Chwila szeptania, krótki rozkaz i trzech ludzi wysuwa się nieco naprzód. Widać już wyraźnie idącego wielkiego mężczyznę.<br>Jeszcze chwila i - trzej młodzi ludzie usiłują stłumić chęć do śmiechu. Nie ulega żadnej wątpliwości, że idący mężczyzna jest „zawiany” i że wraca z jakiegoś wesołego Sylwestra. Otrzeźwiał w jednej chwili, gdy w świetle własnej latarki ujrzał lufy skierowanych doń pistoletów. Przez kilka godzin musiał biedaczysko marznąć w „areszcie” dywersyjnym<br>pod otwartym niebem. Robota skończona, miny założone. Zapalniki włączone, obserwatorzy wystawieni. Praca gotowa akurat na właściwy czas. Z dalekiego świata idzie charakterystyczne dudnienie, gra szyn i ciężkie sapanie nadjeżdżającej lokomotywy.<br>Obserwator Zośka pierwszy raz w życiu pełni tę funkcję, więc we wzruszeniu i natężeniu stara się wszystkimi zmysłami właściwie określić sytuację. Nie wolno mu popełnić błędu. Nie wolno spowodować wybuchu ani wcześniej, ani później, tylko we właściwej sekundzie, jeśli ciężki wysiłek wielu dni ma dać owoce.&nbsp;<br>Pociąg jest już tuż-tuż. Zośka chłonie go wzrokiem,<br>wstrzymując ze wzruszenia oddech. Jeszcze pięćdziesiąt metrów, jeszcze trzydzieści, jeszcze dziesięć.&nbsp;<br>- Ognia! - wrzeszczy całą siłą płuc, by przekrzyczeć sapanie lokomotywy. Miner, nie mniej od obserwatora wzruszony, włącza zapalnik elektryczny i z przestrachem stwierdza, że wybuch nie następuje. Zapalnik zawiódł! Odruchowo szarpie za przewód elektryczny, by uruchomić dołączony doń zapalnik pociągowy. Spóźniony o niecałą sekundę wybuch, wstrząsa powietrzem, jak huk najpotężniejszych gromów.<br>Ogień i żelazo wytryskują tuż sprzed lokomotywy: Udało się! Udało się! Chaos huków i zgrzytów miesza się z potężnym trzaskiem łamanych wagonów i z łomotem walących się z szyn wozów. Zośka wraz z innymi pędzi co sił do kłębowiska pogruchotanych i&nbsp; rozwalonych wagonów pociągu towarowego i ciska butelkę z zapalającym płynem. W<br>minutę potem szereg wozów płonie mocnym, czerwonym światłem, a w blaskach pożaru widać wyraźnie wywaloną na bok lokomotywę, spiętrzone w nieładzie wagony. Sześć z nich pogruchotanych i wywróconych w rowie. Z paru wyrwanych boków wygląda niemiecki sprzęt wojenny, sprzęt, którego przeznaczeniem był front w Rosji.&nbsp;<br>Ich pierwsze zadanie dywersyjne wykonano ze stuprocentowym powodzeniem. Tak właśnie, jak być powinno.&nbsp;<br>W tę sylwestrową noc kilkanaście takich samych jak oni zespołów wykonuje pod ogólnym dowództwem podpułkownika Oliwę tę samą robotę. Odjechali. Punktualnie o godzinie 24 samochód zatrzymał się w białym polu: żołnierze stanęli w szeregu, kierownik dywersji,<br>podpułkownik Oliwa odebrał w chwili narodzin nowego roku wojskową przysięgę od szofera, który tą akcją zaczynał służbę. Był to jeden z nielicznych i pierwszy w roku 1943 uroczysty, moment dla wojska Polski Podziemnej: uczestnicy zdawali sobie sprawę z wyróżnienia, jakie ich spotkało, iż mogli tak właśnie spędzić noc sylwestrową. Będą ją długo pamiętali.<br>Samochód wraca do Warszawy z pośpiechem.<br>Nagle... szarpnięcie w bok, zgrzyt kół, gwiazdy na niebie pędzą w dół, ziemia unosi się ku górze. Nogi, kolana, głowy - wszystko jednym kłębowiskiem. I... cisza.&nbsp;<br>Szofer, ulegając ogólnemu nastrojowi radości, wziął w niej fatalny udział i oto auto leży wywrócone w rowie o dwadzieścia kilometrów od wykolejonego pociągu. Dowódcy wyprawy żołądek podszedł pod gardło, gdy uświadomił sobie, że każdy z pasażerów wywalonego do rowu auta<br>ma w kieszeniach po parę granatów. Na szczęście - nic się złego nie stało. Ludzie byli cali, a w samochodzie tylko popękały resory. Wyciągnąwszy wóz wracali na nim w tempie trzydziestu kilometrów na godzinę. Gdybyśmy napisali, że powrót ten odbywał się w całkowitym spokoju i powadze, napisalibyśmy nieprawdę.&nbsp;</div>]]></description>
         <enclosure url="" />
         <pubDate>2022-02-14 16:55:14 UTC</pubDate>
         <guid>https://padlet.com/idachoj/gdv723xb4uhexb0y/wish/2046713922</guid>
      </item>
      <item>
         <title>Zadanie 1 </title>
         <author>idachoj</author>
         <link>https://padlet.com/idachoj/gdv723xb4uhexb0y/wish/2046731109</link>
         <description><![CDATA[]]></description>
         <enclosure url="https://learningapps.org/display?v=pc7ry1h0c22" />
         <pubDate>2022-02-14 17:02:20 UTC</pubDate>
         <guid>https://padlet.com/idachoj/gdv723xb4uhexb0y/wish/2046731109</guid>
      </item>
      <item>
         <title>Tekst do zadania 2</title>
         <author>idachoj</author>
         <link>https://padlet.com/idachoj/gdv723xb4uhexb0y/wish/2046731897</link>
         <description><![CDATA[<div>Celestynów<br>Był maj. Stan psychiczny Zośki stał się na tyle zrównoważony, że można już było powierzyć mu odpowiedzialne zadanie. Ponieważ zaś w akcji pod Arsenałem zdolności dowódcze Zośki zajaśniały pełnym blaskiem - na jednej z odpraw u swego przełożonego<br>usłyszał zapytanie.<br>&nbsp;- Czy czułby się pan na siłach zorganizować i przeprowadzić akcję odbicia więźniów, transportowanych pociągiem? <br>- Nie jestem oficerem - odpowiada zaskoczony Zośka.<br>- To by była pana pierwsza całkowicie samodzielna robota - uśmiecha się lekko wysoki, trzydziestopięcioletni mężczyzna, o którym fama głosi, że nikt nigdy nie słyszał jego podniesionego głosu. Kapitan Pług jest wychowankiem szkoły wojskowej w Kanadzie i ma opinię skończonego dżentelmena.<br>&nbsp;- Jedną mam tylko prośbę do pana, panie Tadeuszu - mówi<br>do Zośki kapitan Pług - pragnę pojechać z panem jako obserwator. Może pan być pewny, że z panem będą tylko moje oczy i uszy, ale nie język. Zośka, trochę oszołomiony, przyjął propozycję i, jak zwykle on, postanowił rzecz wykonać nie tylko gruntownie, ale i szybko.<br><br>Już w parę godzin po rozstaniu z kapitanem Pługiem zaczął prace przygotowawcze. (...) <br>Zadanie Zośki było następujące: co pewien czas z Majdanka, wielkiego obozu koncentracyjnego koło Lublina, wywozi się<br>niektórych więźniów do Oświęcimia. Przewóz odbywa się na linii Lublin-Warszawa. Więźniowie są przewożeni w specjalnych wagonach, tzw. więźniarkach. Należy zatrzymać<br>pociąg z więźniarką i uwolnić więźniów. Rozpoznanie przeprowadzone zostało przez Zośkę szybko i dokładnie. Po paru dniach miał już rysunek więźniarki. Jest to wagon towarowy, podzielony mocnym przepierzeniem na dwie części. W jednej, większej, mieszczą się transportowani więźniowie, w drugiej wygodnie podróżuje konwój, rekrutujący się z najgorszych gestapowskich kanalii. Wewnętrzne drzwi z przedziału konwojentów do<br>przedziału więźniów zamykane są na dwie zasuwy i tęgi zamek. Wyjście dla więźniów prowadzi tylko przez przedział konwoju. Dwa małe okienka towarowego wagonu są jedynie<br>na użytek eskorty. W przedziale więźniów okienka są szczelnie zabite deskami, nie dochodzi tam ani światło, ani powietrze. <br>Nieco więcej kłopotu było z wyborem miejsca napadu na pociąg. Jaki odcinek trasy jest najbezpieczniejszy? Gdzie najkorzystniej to zrobić: na stacji, w polu? (...)<br>Wreszcie decyzja zapadła: Celestynów. Celestynów<br>jest to mała stacyjka na linii kolejowej z Lublina do Warszawy, otoczona świerkami, nieco z boku od szosy Lublin-Warszawa. (...)<br>19 maja w południe przyszła alarmowa wiadomość, że idzie<br>więźniarka przy pociągu nr 401. Wszystko było JUŻ gotowe od paru dni. Zośka od razu uruchomił aparat alarmowy oddziału - i wkrótce grupa aut (jedno osobowe i trzy ciężarówki) mknęły szosą Warszawa-Lublin.<br>Pierwszy samochód prowadził Zośka osobiście.<br>&nbsp;Po raz pierwszy od kilku miesięcy był uśmiechnięty, prawie szczęśliwy. Trzymał mocno w dłoniach drżącą kierownicę, jechał na dobrym gazie i myślami wybiegał do tych odległych, chyba sprzed stu laty czasów, kiedy w<br>kostiumie sportowym stawał do zawodów. Dobrze czuł się w tym wozie, w swym ulubionym, niezawodnym oplu, zdobytym w akcji pod Arsenałem.<br>Obok Zośki siedzi wysoki, postawny, zawsze opanowany kapitan Pług. (...)<br>Przyjazd pociągu z więźniarką na stację Celestynów ma<strong> </strong>nastąpić o godzinie 22. Postój - trzy minuty.(...)<br>Jest tak ciemno, że ledwo widać tory pociągu towarowego z piaskiem, który tkwi bez lokomotywy przed budynkiem stacyjnym. Dwa dalsze tory są puste. Na jeden z nich ma wjechać oczekiwany pociąg. Dochodzi godzina 22. Nie można się nie denerwować. Lada chwila się zacznie.<br>&nbsp;Jest godzina 22.30 - cóż u diabła to znaczy? Dochodzi godzina 23: przeklęte spóźnienie!<br>Naczelnik stacji mówi, że pociąg spóźni się o kilka godzin. Dochodzi północ - ziąb jest taki, że niemal każdy z młodych ludzi drży, mimo że to maj. Co za przeklęty maj!<br>Godzina 0.30 w nocy. Od strony Warszawy słychać z dala zbliżający się pociąg. Głos nadchodzącego pociągu po pewnym czasie zamiera. Z mroku wyłania się i staje przed Zośką Andrzej Długi.<br>- Naczelnik stacji mówi, że za pół godziny pociąg z Lublina będzie tutaj. Czy już przeciąć drut telefoniczny? - Jeszcze nie.<br>W piętnaście minut potem znów kroki, teraz bardzo szybko, ktoś jakby biegł.&nbsp;<br>- Zośka?<br>Fatalna wiadomość! Na sygnale pod semaforem, czterysta metrów stąd, stanął pociąg wojskowy, idący na wschodni front. Naładowany kilkoma kompaniami Wehrmachtu. Zośka<br>wstaje z rowu, w którym siedział, zaciska pięści, chce coś powiedzieć, gdy nagle słuch chwyta znaczne, charakterystyczne dudnienie idące od strony Lublina. Fala krwi napływa do mózgu Zośki, w którym wirują dwa tylko pojęcia: Wehrmacht - więźniarka. Po paru gwałtownych uderzeniach - puls wraca do normy. Zośka rozluźnia pięści.<br>&nbsp;- Wracaj na stanowisko - mówi do gońca, a po chwili rzuca szeptem w ciszę nocy&nbsp;<br>- Andrzej Długi! -<br>Żadnej odpowiedzi.&nbsp;<br>- Długi! - nikt nie podchodzi. Dudnienie nadjeżdżającego pociągu jest coraz wyraźniejsze.<br>(...)<br>Dudnienie pociągu jest już zupełnie bliskie. Dochodzi godzina pierwsza w nocy. Kilkadziesiąt serc bije szybciej niż zwykle. Kilkadziesiąt dłoni obejmuje mocniej broń. Sapiąc wtoczył się pociąg na stację i stanął. Słychać trzask otwieranych drzwi. Kilka osób wsiada. Niemiecki kierownik pociągu zeskakuje ze stopni wozu służbowego. W jednym<br>z wagonów „Nur fur Deutsche” słychać niemiecki śpiew. Maciek szybko biegnie wzdłuż pociągu, szukając więźniarki. Jest! Chce cichym gwizdem przywołać oddział, gdy wtem<br>drzwi więźniarki uchylają się i w świetle latarki widzi wyskakującego gestapowca, pragnącego załatwić naturalną potrzebę. Gestapowiec skoczył tuż przed Maćkiem, niemal<br>twarzą w twarz. Obaj są swym wzajemnym widokiem zaskoczeni i poruszeni. Maciek odruchowo unosi broń i strzela. Strzał i wrzask trafionego Niemca przeszywają powietrze. Przez chwilę wszystko dookoła cichnie. Naraz gdzieś od lokomotywy, wzdłuż toru, trzaskać zaczynają karabiny, a równocześnie chaotyczne strzały padają z okien paru wagonów, w których jadą niemieccy podróżni. Konwojenci gwałtownie zasuwają drzwi więźniarki. Zośka<br>jest wściekły. Nieprzewidziany wypadek z wyskakującym gestapowcem wprowadził w walkę chaos. Strzelają teraz od strony lokomotywy bahnschutze, strzelają Niemcy jadący wagonem „Nur fur Deutsche”, strzela nie wiedzieć dokąd część ubezpieczenia. Speszeni, zdezorientowani ludzie Maćka, który dowodzi atakiem, chronią się pod wagony. - Jasne pioruny - klnie Zośka, wyczuwając cały absurd, ale zarazem i całe niebezpieczeństwo sytuacji.<br>Przedłużający się impas grozi nieprzewidzianymi komplikacjami.&nbsp;<br>- Maciek, atakuj!<br>Maciek już ochłonął z niespodzianki. Stoi sam jeden w pełnym świetle księżyca i w ogniu strzałów, badając wzrokiem więźniarkę.&nbsp;<br>- Słoń do mnie! Kuba do mnie! - woła Maciek ostrym głosem. Słoń i Kuba poderwani spod wagonów przeskakują do Maćka. Trzymają steny.&nbsp;<br>- W okienka! - krzyczy Maciek do Słonia, a sam, gdy Słoń i Kuba naciskają spusty stenów, podbiega do drzwi więźniarki i usiłuje je otworzyć, mocując się z przytrzymującym<br>drzwi od wewnątrz Niemcem. Zośka, krzyknąwszy dowódcy ubezpieczenia parę zdań o przerwaniu ognia i o bahnschutzach strzelających od strony parowozu, podbiega do Maćka, nie zważając na strzały Niemców.&nbsp;<br>- Chłopcy, wszyscy do Maćka! - krzyczy w stronę tych, co<br>jeszcze są pod wagonami. Kryzys walki został przełamany. Z mroku wyskakuje kilkanaście postaci i rzuca się ku więźniarce. Gestapowcy usiłują zaryglować drzwi. Któryś z atakujących rzuca granat przez okienko do przedziału konwojentów. Po chwili rozlega się huk wybuchu i dziki wrzask poranionych.&nbsp;<br>- Łom! Dawać łom! – krzyczy Zośka.<br>Koło lokomotywy pada trafiony celną kulą niemiecki kierownik pociągu. Bahnschutze przerażeni barykadują się w wagonie służbowym za tendrem. Strzały z wagonów niemieckich ustają zupełnie. Niemcy gaszą tam światła i tylko od czasu do czasu po tych oknach „Nur fur Deutsche” grzechocą serie polskich pistoletów maszynowych. Granat<br>rzucony w drugie okienko więźniarki oraz łom - zrobiły swoje. Zasuwa rozwalona, drzwi rozbite. W konwojce jeden z gestapowców leży we krwi. Dwaj inni także pokrwawieni<br>gmerają koło karabinów. Zośka strzela raz i drugi - i już nie ma żadnego wroga. Chce jeszcze z łomem w ręku podejść do drzwi, za którymi znajdują się więźniowie, oddaje jednak łom kolegom, wychodzi przed wagony niemieckie i staje twarzą w kierunku Warszawy, gdzie w mroku nocy stoi odległy o czterysta metrów pociąg pełen żołnierzy niemieckich.<br>Niepodobieństwo, żeby nie słyszeli, nie zrozumieli. Łom wali w drzwi i przepierzenie więźniarki. Mijają nie kończące się minuty. Wystraszeni, nic nie rozumiejący podróżni<br>zamarli w swych przedziałach, polska obsługa pociągu i stacji skupiła się przy lokomotywie, targana zmiennymi uczuciami.&nbsp;<br>- Dobra jest! - wrzeszczy opętańczo jakiś zachrypły, męski<br>głos. W tłoku i w gorączkowym ścisku wyskakują z więźniarki uwolnieni ludzie.&nbsp;<br>- Do mnie, panowie, do mnie - mówi powoli i spokojnie Zośka. - Jesteście zupełnie bezpieczni, nic wam nie grozi, odprowadzimy was stąd kawałek. Wyzwoleni więźniowie rzucają się w kierunku wybawców, któryś prosi o broń, któryś śmieje się histerycznie, któryś chce całować Zośkę po rękach. Wszyscy są cali, żaden nie ucierpiał. Czterdziestu dziewięciu ludzi!&nbsp;<br>„Obrabianie” pociągu w Celestynowie trwało minut czterdzieści.</div>]]></description>
         <enclosure url="" />
         <pubDate>2022-02-14 17:02:41 UTC</pubDate>
         <guid>https://padlet.com/idachoj/gdv723xb4uhexb0y/wish/2046731897</guid>
      </item>
      <item>
         <title>Zadanie 2</title>
         <author>idachoj</author>
         <link>https://padlet.com/idachoj/gdv723xb4uhexb0y/wish/2046772694</link>
         <description><![CDATA[]]></description>
         <enclosure url="https://learningapps.org/display?v=pdfwkp8cc22" />
         <pubDate>2022-02-14 17:19:55 UTC</pubDate>
         <guid>https://padlet.com/idachoj/gdv723xb4uhexb0y/wish/2046772694</guid>
      </item>
      <item>
         <title>Tekst do zadania 3</title>
         <author>idachoj</author>
         <link>https://padlet.com/idachoj/gdv723xb4uhexb0y/wish/2046804194</link>
         <description><![CDATA[<div>Czarnocin<br>Czarnocin - była to jedna z najbardziej pechowych i ciężkich robót Zośki. Drogo kosztowała - dała małe wyniki. Ale na wojnie - jak na wojnie! Żadne wojsko nie idzie od zwycięstwa do zwycięstwa. (...)<br>Miało to być wysadzenie mostu pod Czarnocinem. Jeśli się da - brzmiało zadanie - wysadzić most w czasie transportu z<br>materiałem wojennym idącym na front wschodni, jeśli się nie da - wysadzić sam most.<br>Jeszcze przed właściwą wyprawą zdarzyło się pierwsze nieszczęście. „Podstawiony” do wyprawy samochód, przejeżdżając przez jedno z przedmieść Warszawy - Bielany - natknął się na drogowy patrol polującej na samochody żandarmerii niemieckiej (...) trzej młodzi ludzie, siedzący w wozie, zostali całkowicie zaskoczeni. Tuż przed żandarmem młody człowiek nacisnął pedał i w pełnym pędzie mija Niemca.<br>Niestety, patrol na takie niespodzianki był przygotowany, miał maszynę na gazie, zwróconą w kierunku jazdy naszej trójki. W pół minuty żandarmi już pędzili za uciekającymi, strzelając.&nbsp;<br>Niemiecka maszyna była lepsza. Odległość malała.<br>Na nic się zdało kluczenie. W gorączce skrętów i wymykań się dostali strzał w oponę i auto zaczęło skakać po bruku pustą kichą. Nie ulegało wątpliwości - zbliżał się koniec. Nie<br>umawiali się co robić. Nie było chwili czasu. Zresztą wiedzieli. Wyskoczyli z pistoletami i biegli do najbliższych domów. Jeden padł na drodze, ugodzony śmiertelną kulą. Drugi zdołał ocaleć, ostrzeliwując się i wymykając pogoni. A trzeci? Trzeci, ranny, postanowił drogo sprzedać swoje życie. Wpadł do piwnicy pewnego domu - i bronił się. Dwustu lotników nadbiegło do pomocy patrolowi żandarmerii. Półtorej godziny trwało oblężenie rannego, który ostrzeliwał się z piwnicznego okienka. Strzelał powoli, uważnie celując.<br>Miał mało naboi. Dwóch Niemców ranił śmiertelnie, dwóch dalszych również zabrano na noszach. Niestety, wyczerpała się amunicja. Ostatni granat w Niemców - i koniec. Tak<br>zginął Oracz - Tadeusz Mirowski.<br>Wypadek ten wstrząsnął Zośką i jego przyjaciółmi. Podenerwowani z uporem i zaciętością kończyli przygotowania do wyprawy. Część patrolu, mającego wysadzić most, wyruszyła wcześniej. Zośka musiał zostać, by zabrać z magazynu pewne niekonieczne, lecz<br>pożądane materiały i dodatkową broń. Zły los zrządził, że magazynier na skutek nieoczekiwanych przeszkód nie mógł stawić się na czas, potem mu czegoś brakowało, i gdy<br>Zośka wreszcie opuszczał Warszawę - był bardzo spóźniony.<br>Nie koniec na tym!<br>Ten sumienny i zazwyczaj tak przewidujący dowódca - tym razem nie miał opracowanej trasy przez parę mijanych miasteczek. W miasteczkach mylił się, zawracał, pytał<br>o drogę. Potem usiłował nadrobić stracony czas, ale bez większych wyników. Zdążył na kilkanaście minut przed nadejściem pociągu, na który polowano. Niestety - nie wszystko było wykończone.&nbsp;<br>-Prędko na miejsca! - rozkazał Zośka, zeskakując z samochodu. Nie udało się już jednak nadgonić straconego czasu i pociąg, pełen czołgów, cały i zdrowy przejechał przez<br>most. W Zośce wszystko kipiało - nie dał jednak poznać po sobie, co przeżywa. Trudno! Będziemy wysadzać sam most. Przeklęty pech! Miny nie wysadziły całego mostu -<br>uszkodziły tylko jego część. Zadanie szkoleniowe zostało co prawda wypełnione - ale dla Zośki było to niczym. Most! Most! To pudło stoi całe, głupią dziurę zreperują w ciągu dnia...<br>Wściekły wsiadł do auta i ruszył z połową swego patrolu. Drugie auto, z drugą połową patrolu, jechało za nim. To drugie auto prowadził Rysiek, kierowca nowicjusz. A ponieważ odskok odbywał się w bardzo trudnych warunkach - ze zgaszonymi światłami po nierozpoznanej drodze (wycofywano się przez Skierniewice-Mszczonów) szofer na jednym z zakrętów stracił panowanie nad kierownicą i auto wpadło do rowu, wywracając się kołami do góry.&nbsp;<br>Trzej szturmowcy jadący tym samochodem wyszli z opresji cało, natomiast nieszczęsny kierowca miał ciężką ranę głowy połączoną ze wstrząsem mózgu, połamane żebra i, jak się<br>zdawało, uszkodzony kręgosłup. Zośka blady ze zdenerwowania ulokował rannego w swoim wozie, ale ponieważ nawierzchnia. drogi była zła - jechano odtąd, dla uniknięcia wstrząsów szkodzących rannemu, z szybkością 20 kilometrów na godzinę. W tej sytuacji musieli wracać<br>do Warszawy pieszo oraz przez kilka pierwszych godzin osłaniać przed ewentualnym pościgiem wolno jadący samochód Zośki z rannym i pozostałymi kolegami. Szli szosą we trójkę możliwie jak najszybciej – Felek Pendelski, Andrzej Zawadowski-Gruby i Maciek...<br>Widoczność stawała się coraz większa. Już od kilku godzin żandarmeria niemiecka miała meldunki o uszkodzonym pod Czarnocinem moście. Rozesłano patrole samochodowe. Jeden z sześcioosobowych patroli dostrzegł na drodze sylwetki trzech mężczyzn. Przez pewien czas żandarmi jechali w dużej odległości, obserwując ich przez lornetkę, a kiedy w pewnym miejscu zaczął się długi spadek drogi - rozpędzili samochód, wyłączyli gaz i bezszelestnie a szybko zbliżać się poczęli do idących środkiem drogi przyjaciół.<br><br>Gdy tknięty szmerem wozu Maciek odwrócił głowę, auto było tuż tuż.<br>- Uwaga! - wrzasnął Maciek. Trzech młodych ludzi skoczyło w rów. W tej samej chwili zagrało jednocześnie sześć żandarmskich pistoletów maszynowych. Andrzej Zawadowski zwalił się jak ścięty do rowu. Felek i Maciek pędzili w kierunku łanu zboża. Uchodzący spostrzegli, że nie ma z nimi Andrzeja. Więc padli w bruzdy i odwróciwszy się ku żandarmom otworzyli do nich ogień. Niestety już po pierwszych strzałach pistolet Maćka zaciął się i nic nie pomagało rozpaczliwe szarpanie jego zamka. Strzelał teraz tylko Felek. Strzelał w potoku niemieckich pocisków, z których jeden przebił mu policzek, a drugi szyję.<br>Krwawił, ale nie tracił przytomności i ostrzeliwał się dalej, starając się bić jak najcelniej. Odległość między żandarmami i walczącym Polakiem wynosiła około czterdziestu metrów. I<br>oto radość, szalona radość zaczęła napływać do serca krwawiącego Felka; dwóch żandarmów leży bez ruchu na szosie, dwóch innych słaniając się uchodzi z terenu walki, pozostali - kryją się. Felek przezwyciężając ubytek sił zaczyna pełznąć ku Andrzejowi Grubemu, aby mu<br>pomóc, jeśli jeszcze żyje. Ruchy Felka nie mogły być szybkie. Ogarniała go coraz większa słabość, a przy tym któryś z Niemców wciąż jeszcze strzelał. Nie zdążył się zbliżyć do<br>Andrzeja, gdy na szosie od strony Woli Pękoszewskiej pokazało się kilka samochodów, a w nich około czterdziestu żandarmów. Teraz JUŻ nie miało sensu zbliżanie się do Andrzeja.<br>Felek, skupiwszy wszystkie siły, powstał i począł biec schylony ku niewielkiemu łanowi zboża. To, co nastąpiło potem, trudno nazwać walką. Wróg czuł respekt przed<br>pistoletem dywersanta. Z daleka więc otoczono małe pole i z daleka czterdziestka ludzi poczęła ciskać w to pole granaty. Gdy wreszcie tyraliera niemiecka weszła na obrzucony<br>granatami teren, Felek poszarpany odłamkami był już w agonii. Umierając oddał ostatni strzał, raniąc zbliżającego się żandarma<br><br>Gdy lekarz - Polak, którego żandarmi przywieźli ze sobą, stwierdził zgon dwóch żandarmów i opatrzywszy rany trzech innych oglądał pole końcowej walki - stwierdził, że<br>dywersant zdążył przed śmiercią zniszczyć dokumenty osobiste, połykając cząstki papieru i grzebiąc w ziemi resztę. Felek, jeszcze jako drużynowy 80 Warszawskiej Drużyny, a potem jako hufcowy Hufca Centrum w Grupach Szturmowych, był zawsze człowiekiem, ku któremu<br>zwracały się z zaufaniem, przyjaźnią i oddaniem serca wielu dziesiątków młodych ludzi.(...)<br>&nbsp;A Maciek - trzeci z zaatakowanej trójki - ocalał.<br>Bezbronny na skutek nie oddającego strzałów pistoletu leżał czas pewien w zbożu, a potem, stwierdziwszy swą bezradność wyczołgał się i uszedł pościgowi.<br>&nbsp;Przebieg akcji czarnocińskiej ogromnie poruszył cały oddział, a szczególnie Zośkę. Na szeregu odpraw<br>roztrząsano każdy szczegół rozpoznania, przygotowań i wykonania roboty. Zośka z uporem maniaka analizował błędy tej akcji.<br><br><br></div>]]></description>
         <enclosure url="" />
         <pubDate>2022-02-14 17:33:15 UTC</pubDate>
         <guid>https://padlet.com/idachoj/gdv723xb4uhexb0y/wish/2046804194</guid>
      </item>
      <item>
         <title>Zadanie 3</title>
         <author>idachoj</author>
         <link>https://padlet.com/idachoj/gdv723xb4uhexb0y/wish/2046805811</link>
         <description><![CDATA[]]></description>
         <enclosure url="https://learningapps.org/display?v=p9mdqdvgj22" />
         <pubDate>2022-02-14 17:33:58 UTC</pubDate>
         <guid>https://padlet.com/idachoj/gdv723xb4uhexb0y/wish/2046805811</guid>
      </item>
      <item>
         <title>Tekst do zadania 4</title>
         <author>idachoj</author>
         <link>https://padlet.com/idachoj/gdv723xb4uhexb0y/wish/2046810696</link>
         <description><![CDATA[<div>Sieczychy&nbsp;<br>Kierownictwo walki konspiracyjnej powzięło decyzję zlikwidowania jednej nocy sieci ponad dziesięciu posterunków żandarmerii niemieckiej na północno- wschodniej granicy Generalnej Guberni. Do wykonania tego zadania wyznaczono, prócz oddziałów będących do<br>dyspozycji na miejscu, parę oddziałów warszawskich.<br>Jednym z wyznaczonych był oddział Zośki. Zośka, nauczony lekcją czarnocinską, pilnuje najdrobniejszych szczegółów przygotowawczych. Dla celów szkoleniowych oddziałem dowodzić będzie Andrzej Morro. Zośka ma pójść w charakterze obserwatora. Tym niemniej teraz, w czasie żmudnych przygotowań, trzyma oko i rękę na wszystkim. Nie może się zdarzyć żadne niedopatrzenie, żadna zła kalkulacja, żaden błąd. „Ich” posterunek znajduje<br>się pod Wyszkowem. Mieści się we wsi Sieczychy, w dużym drewnianym budynku, gdzie kwateruje około dwunastu żandarmów. Aby wykluczyć czynnik opóźnienia - Zośka<br>rozpoczyna koncentrację swego oddziału w lasach na trzy dni przed uderzeniem. Odjazd!<br><br>Zaczyna się druga połowa sierpnia. Lato jest pełne słońca. Dnie są upalne, noce ciepłe.<br>Następny dzień - 20 sierpnia 1943 roku - dłużył się nieskończenie.&nbsp;<br>Nikt nie mógł się wychylić z lasu, by nie wzbudzić podejrzeń. Porządkowanie broni zajęło tylko chwilę czasu. Leżeli więc w plamach słońca lub w cieniu drzew i czekali. Nareszcie! Jest godzina 19.30. Zbiórka. Podział broni; pouczenie lekarza, jak się zachować w przypadku zranienia. O godzinie 20 - odmarsz. Kolumna posuwa się w idealnym porządku i w całkowitej ciszy, starannie ubezpieczona.&nbsp;<br>Na przedzie kroczą w zwartej grupce Zośka, Andrzej Morro, Długi i Maciek.&nbsp;<br>Idą leśną drogą. Mrok gęstnieje coraz szybciej. Od posterunku żandarmerii dzieli ich tylko osiem kilometrów.&nbsp; Mija czas... (...)<br><br>Dochodzi północ. Już pora.<br>Andrzej Morro podchodzi do Zośki, daje znak. Zośka unosi się, za nim jego ludzie. Każdy od dawna wie, co ma robić. Zośka wyjmuje colta, podaje Andrzejowi Morro dłoń i<br>wspina się ku górze, na pole, poza jar. Ludzie za nim, w odstępach sekcjami. Cudowna noc...<br>Drzewa, pola, łąki, niedaleko chałupy - wszystko w blasku! Ostrożnie skradają się polami, wybierając miejsca zacienione przez krzaki i drzewa. Półzaciemnione okna na posterunku<br>świecą jak latarnia morska, przyciągają jak magnes. Coraz to widoczniejsze, coraz bliższe, hipnotyzują.<br>Ostatnie instrukcyjne ruchy ramienia, ostatni szept rozkazu. Dalej nie można - już tylko kilkadziesiąt kroków dzieli od wrogów. Po werandzie wolno chodzi wartownik. No, w<br>imię Boże, zaczynamy! Zośka krótko błyska latarką.<br>Jeden z młodych ludzi unosi się z ziemi, robi zamach ramieniem - i pada.<br>Kilogramowy granat - filipinka - wali pod płot baraku. Sekunda ciszy i .. Błysk!<br>Płomień! Potężny huk! Dym i kurz... Wybuch - to przerażenie wrogów, wybuch - to znak do szturmu. Powinni się zerwać, pędzić, strzelać! Nikt się nie rusza... Są oszołomieni<br>potęgą wybuchu. Przywarli do ziemi jak urzeczeni.&nbsp;<br>W łomocie serca - bezwolni... W izbie - wrzask. W oknie miga hełm wartownika z karabinem. Jasne pioruny! Ten śmiertelny bezwład chwili kryzysu...<br><br>- Naprzód! - wrzeszczy Zośka nienaturalnym głosem i oderwany od ziemi pędzi ku furtce. Odrętwienie znikło. Zerwał się Maciek, pędzą inni.<br>Furtka! Zośka kopie nogą drzwi, skacze na próg, czując za sobą tupot dziesiątka stóp towarzyszy broni. Strzał z okna! Wali coś w pierś! Zapiera oddech...<br><br>Jak cuglami szarpnięty koń, wpiera się Zośka stopami w deski werandy i powoli skręca półobrotem. Słania się ku ścianie. A obok, w czującym zwycięstwo pędzie przebiegają<br>jego ludzie, wpadając do izb. Strzał po strzale... Gęsto... Wrzaski strachu i wybuchowe krzyki bitewnego upojenia... Głosy stają się coraz dalsze, coraz cichsze... W głowie wzmaga się szum, przed oczyma blaski i cienie. Czy to się zbliża postać zwycięskiego Maćka, czy też idzie szaleniec Alek? Nie... To Długi szybko nadchodzi od pola, Alek, czy Długi? Rudy!<br>Rudy! To na pewno on...<br>Złocista, rozwichrzona czupryna - to on! Nareszcie znów razem, w walce.<br>Kochany... Teraz.. ja... ranny... Bezsilne, omdlałe ciało osuwa się spod ściany ku ziemi...&nbsp;<br>Zdobycie posterunku żandarmerii w Sieczychach było jednym z najpiękniejszych zwycięstw Zośki. Całkowicie udana akcja. Tylko jeden człowiek z całego polskiego oddziału przelał w tej bitwie krew: Zośka.</div>]]></description>
         <enclosure url="" />
         <pubDate>2022-02-14 17:36:07 UTC</pubDate>
         <guid>https://padlet.com/idachoj/gdv723xb4uhexb0y/wish/2046810696</guid>
      </item>
      <item>
         <title>Zadanie 4</title>
         <author>idachoj</author>
         <link>https://padlet.com/idachoj/gdv723xb4uhexb0y/wish/2046828888</link>
         <description><![CDATA[]]></description>
         <enclosure url="https://learningapps.org/display?v=pmrbnm3ek22" />
         <pubDate>2022-02-14 17:44:00 UTC</pubDate>
         <guid>https://padlet.com/idachoj/gdv723xb4uhexb0y/wish/2046828888</guid>
      </item>
      <item>
         <title>Teraz wstaw cyfry- czyli czterocyfrową liczbę w zakładkę  ZADANIE. Gratuluję.</title>
         <author>idachoj</author>
         <link>https://padlet.com/idachoj/gdv723xb4uhexb0y/wish/2046833502</link>
         <description><![CDATA[]]></description>
         <enclosure url="https://padlet-uploads.storage.googleapis.com/317894966/223198dfafefb3bfdbbca1fdbcb544bb/rudy_alek_zoska.jpg" />
         <pubDate>2022-02-14 17:45:56 UTC</pubDate>
         <guid>https://padlet.com/idachoj/gdv723xb4uhexb0y/wish/2046833502</guid>
      </item>
   </channel>
</rss>
